CHCĘ TO MIEĆ NA ŚCIANIE

AGNIESZKA BYKOWSKA 

Muka na Sztukę 

Bernard Buffet Le Poulpe géant

B. Buffet – Le Poulpe géant, 1989                                                            źródło: museebernardbuffet.com

Budzimy się w zachowawczo urządzonym, minimalistycznym mieszkaniu i nagle dowiadujemy się, że od teraz minimalizm jest „fe”, że trzeba dużo i głośno. W takiej sytuacji rozsądnym byłoby się zatrzymać i pokusić o chwilę zastanowienia.

O tym, czy coś nam się podoba lub nie, rzadko decyduje zdrowy rozsądek, zbudowany na osobistych doświadczeniach. Stajemy się niejednokrotnie niewolnikami naszych impulsów i nabywamy coś bez zastanowienia, pod wpływem presji społecznej, lub zwyczajnie z poczucia niedowartościowania. Podobnie jest z dziełami sztuki. Przypominam sobie w tym momencie rozmowę z moją serdeczną przyjaciółką trudniącą się malarstwem, o nierzadkiej rozbieżności  między wartością artystyczną, a materialną dzieła. Zrezygnowana Karolcia po przeczytaniu kolejnej informacji o sprzedaży pewnego „dzieła sztuki” po niewyobrażalnie wysokiej cenie zasmuciła się szczerze, dodając po chwili: „Może jednak nie umrę z głodu”.

U podstaw wyżej opisanego problemu leży prawdopodobnie jedna z najbardziej absurdalnych przyczyn, mianowicie moda. Budzimy się w zachowawczo urządzonym, minimalistycznym mieszkaniu i nagle dowiadujemy się, że od teraz minimalizm jest „fe”, że trzeba dużo i głośno. W takiej sytuacji rozsądnym byłoby się zatrzymać i pokusić o chwilę zastanowienia. Ten głos, który budzi nas nakazem rearanżacji życia, zwykle należy do zamkniętej grupy kilku osób, których opinia, z nie do końca jasnych dla mnie przyczyn liczy się bardziej. I albo wybieramy się do tej opinii bezkrytycznie zastosować, albo przechodzimy obok niej obojętnie. Moja ściana, mój gust.

Szkicuję w tym krótkim artykule problem relatywizmu etycznego w kontekście sztuki, ponieważ natknęłam się całkiem niedawno na francuskiego artystę nietuzinkowego, którego status społeczny uwarunkowany był giełdowo wzrastającym lub malejącym popytem na jego dzieła. Tym artystą był Bernard Buffet. Zafascynowany konturem i brązami, Buffet wykreował swój własny „obraz malarstwa”. Jego dzieła to zapis niepokoju rozumianego teraźniejszością. Wspomniane nerwowo podkreślone kontury, przenoszące odbiorcę w przestrzeń odmienności, pozwalają mi mówić o tym malarzu jako o twórcy komiksu na płótnie. I to mnie w jego twórczości niemało fascynuje. Nie zdziwi pewnie czytelnika fakt, iż kariera Buffeta nadal jest istną sinusoidą. Od nazywania jego twórczości kiczem, po fascynacje liczone w miliardach.

Bernard Buffet

B. Buffet – Femme au verre de vin – 1955

W pewnym momencie Buffet zyskał miano artysty komercyjnego, gdyż był pierwszym malarzem którego dzieła zaczęły ozdabiać kubki i inne przybory życia codziennego. Z jednej strony widzimy sztukę, która trochę wymknęła się spod kontroli, z drugiej jednak artystę, którego wolność ekspresji nie ugięła się pod naporem niestabilnej krytyki społeczeństwa. Chętnie zobaczyłabym Buffeta na swojej ścianie, chociaż na dzień dzisiejszy nie stać mnie nawet na krosno, na którym jego obrazy są rozpięte. Może kiedyś.

 

 Czytaj także: Striming malarski i happening cateringowy

Jedna myśl nt. „CHCĘ TO MIEĆ NA ŚCIANIE

  1. Pingback: Sztuka zraniona | Splot Nieskończoności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *