KILKA GITAROWYCH ALBUMÓW NA CHŁODNE POPOŁUDNIA

BARTOSZ WOLSKI
Muzyczny punkt widzenia

gitarzysta Jack Rose

Jack Rose (Londyn 2007)

Trudno nam sobie dzisiaj wyobrazić gitarę, jako instrument związany z muzyką klasyczną. Przywykliśmy bowiem do jej wykorzystania w muzyce rozrywkowej, a i jakoś powszechnie znani nam kompozytorzy raczej nie darzyli tego instrumentu szczególną estymą.

Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, by jakikolwiek instrument mógł przebić popularność gitary – stała się dzisiaj nieodłącznym elementem instrumentarium stosowanego w muzyce rozrywkowej, a szeroki wachlarz możliwości brzmieniowych wynikający po części z kreatywności muzyków rozwijających autorskie techniki gry, a po części z rozwoju technicznego, umożliwiającego modulować brzmienie instrumentu sprawia, że nie jedynym ograniczeniem dla gitarzysty jest jego wyobraźnia (i warsztat, ale nie o tym). I przy tym zróżnicowaniu się zatrzymamy, chciałbym dzisiaj bowiem zaprezentować kilka gitarowych albumów, które ostatnimi czasy zdarzało mi się słuchać, a które zaświadczyć by mogły o tym, jak przyjemnym zjawiskiem jest wspomniana dyferencjacja. Kolejność chronologiczna.

(1963) – John Fahey – Death Chants, Breakdowns and Military Waltzes

Naprawdę, jeśli nie znacie, powinniście nadrobić jak najszybciej!

Z bogatej dyskografii Johna Faheya trudno było wybrać jeden, jedyny album. Wybór musiał zatem siłą rzeczy być dość arbitralny. To jest muzyk, którego twórczość będziecie odkrywać przez długie miesiące. Absolutnie olśniewający styl gry, dla którego punktem wyjścia jest blues i amerykański folk, ale który zdecydowanie wykracza poza te ramy.

(2008) – Jack Rose – I Do Play Rock’n’Roll

Jack Rose był jednym z absolutnych mistrzów gitary. Te trzy rozbudowane kompozycje, które składają się na I Do Play Rock’n’Rolldobitnie o tym świadczą. Długie, rozbudowane medytacje, rozpisane na 12-strunową gitarę.

(2013) – Fernando Espi – Francisco Tárrega: Obras Y Transcripciones Para Guitarra

Trudno nam sobie dzisiaj wyobrazić gitarę, jako instrument związany z muzyką klasyczną. Przywykliśmy bowiem do jej wykorzystania w muzyce rozrywkowej, a i jakoś powszechnie znani nam kompozytorzy raczej nie darzyli tego instrumentu szczególną estymą. Jak więc wykorzystywano ją w XIX wieku? Aby się o tym przekonać, warto poszukać wśród hiszpańskich kompozytorów, którzy  Niewątpliwie jedno z najbardziej kompleksowych wydawnictw, prezentujące dorobek muzyczny Tárregi, jakie znajdziecie bez problemu na Spotify. Dwa krążki zawierają zarówno kompozycje oryginalne, jak i transkrypcje wśród których znajdziecie utwory Chopina, Wagnera, Handla oraz kilku jeszcze kompozytorów, wszystko to zagrane na gitarze klasycznej.

(2016) – Gustavo Santaolalla – Qhapaq Ñan

W muzyce Santaolalli zakochałem się przy okazji ogrywania The Last of Us. Rzadko zdarza mi się sięgać po soundtracki, jeszcze rzadziej, gdy pochodzą one z gier wideo, ale w tym przypadku zrobiłem wyjątek. Zagłębiłem się nieco w twórczość Santaolalli. Mogliście zresztą słyszeć ją, jeśli oglądaliście Tree of Life, BrokebackMountainczy Babel. Album, który przedstawiam tutaj stanowi niejako syntezę tej twórczości, stąd jego eklektyczny charakter – od instrumentalnych, gitarowych kawałków, przez latyno-amerykańskie pieśni, po niemal ambientowe kompozycje.

(2017) – Alameda Duo – The Luminous Guitar Craft of Alameda Duo

Bez wątpienia najbardziej gitarowe wcielenie kolektywu Alameda i jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie płyt w tym roku. Poetycka podróż po muzyce inspirowanej starożytną Grecją i dokonaniami amerykańskich prymitywistów. Pozycja obowiązkowa. Zwłaszcza, jeśli spodobał wam się John Fahey.

Czytaj także: Long live the Pimp

Jedna myśl nt. „KILKA GITAROWYCH ALBUMÓW NA CHŁODNE POPOŁUDNIA

  1. Pingback: Kordian Trudny najbardziej polski | Splot Nieskończoności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *