OZARK

MATEUSZ LUBIEWSKI
Przegląd Netflixa 2017 odc. 2

seriale od netflix

foto:imdb.com

Zazwyczaj jakości produkcji sygnowanych przez Netflixa jest całkiem niezła – pozycji przyzwoitych, dobrych i zaciekawiających jest procentowo dużo, tym niemniej cały czas brakuje seriali wybitnych i ponadczasowych. Do takich bardzo solidnych koni, którym jednak należy zaśpiewać you will never win the title, można zaliczyć wypuszczony w lipcu 2017 roku Ozark.

Ozark, poza tym, że to bardzo ładne słowo, to kraina geograficzna za wielką wodą, w stanie Missouri, gdzie to rozgrywa się akcja wspomnianego serialu. Główny bohater – Marty Byrde (grany przez Jasona Batemana, który wygląda jak dziecko Charliego Sheena i Martina Freemana) jest, ekhm, doradcą finansowym, czyli z pozoru na  głównego bohatera nadaje się beznadziejnie. W takiej sytuacji, jeżeli jesteś autorem scenariusza, musisz zrobić coś, aby osobnik z taką profesją stał się postacią filmową, bo inaczej może być niedobrze. Twórcy Ozark rozwiązali to dość klasycznie, poprzez wprowadzenie wątku kryminalnego. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo jak ktoś chce to obejrzy, a jak ktoś widział, to wie, niemniej, konsekwencją wprowadzenia owego wątku kryminalnego jest to, że na samym początku opowiadania Marty wraz z rodziną muszą chyżo przetransportować się z Chicago do krainy Ozark (która z grubsza wygląda tak, jakby pierwszy sezon True Detective kręcono na Mazurach) ze względu na bezpośrednie zagrożenie utraty życia. I tak akcja, po błyskawicznej ucieczce z wielkiego miasta, toczy się, i to całkiem dynamicznie, w zapadłym, ożywającym (ze względu na okoliczne jeziora) tylko na sezon letni miasteczku, którego mieszkańcami są głównie tzw. rednecks. Świat przedstawiony jest z tego względu bardzo kameralny, a co często za tym idzie, ograniczona zostaje również liczba bohaterów, którzy fabularnie, bezpośrednio lub pośrednio stają się przyspawani do Marty’ego, którego to z kolei psychomachię oglądamy w całej okazałości. Wygląda to znajomo i przywodzi skojarzenia z Breaking Bad czy Fargo. Pozornie spokojna, przeciętna jednostka w wyniku jakichś tam perturbacji znajduje się w bezwzględnym, brutalnym środowisku, i musi po pierwsze wykazać się jakimiś specjalnymi zdolnościami – czyli wyjść ze swojej  zwyczajności, po drugie – zrewidować swój system etyczny, aby zapewnić sobie przetrwanie. Tutaj Marty Byrde nieco różni się od Waltera White’a z Breaking Bad i Lestera Nygaarda z Fargo. Byrde od początku jest znacznie pewniejszy siebie i od początku jest pragmatykiem. Pragmatykiem, który w wyniku okoliczności radykalizuje się, pragmatykiem, który z jakiegoś powodu do momentu życiowego przełomu pewnych rzeczy nie robił, a które w wyniku sytuacji granicznej stały się dla niego normą. Ozark jest więc studium z zakresu psychologii jednostki walczącej o przetrwanie. Studium przemian w obrębiekodeksu etycznego.

Co jest fenomenem tego typu produkcji, to fakt,że bohaterowie postępując de facto niemoralnie, przedstawiani są w taki sposób, że trudno nie odczuwać dla nich empatii i trudno choć trochę ich nie polubić. Nieco inaczej się to przedstawia tutaj niż np. w Zbrodni i karze, gdzie Raskolnikow, niejednoznaczny moralnie człowiek, popełnia jednoznacznie zły czyn. Autorzy wspomnianych seriali raczej poddają pod dyskusję coś, co określiłbym jako zło w obronie koniecznej, inaczej mówiąc, pytają, czy w wyjątkowych okolicznościach istnieje moralne uzasadnienie dla czynów uznawanych w innych warunkach za złe. Różnica między Byrdem a Whitem jest taka, że ten drugi wykonał pierwszy krok w złą stronę wyraźnie sprowokowany przez los. Bohater Ozarku jest w tym bardziej faustyczny, swój pakt z diabłem zawiązuje w wyniku finansowej kalkulacji, w której nie uwzględnia jednej zmiennej i (chyba jedyny raz w trakcie opowieści) popełnia błąd, który w ostateczności okazuje się kluczowy.   

 

Czytaj także: Przegląd Netflixa 2017 odc. 1 – Thirteen reasons why

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *